środa, 3 czerwca 2015

344. Spoglądam w lustro

Patrząc na ciebie, spoglądam jakby w lustro.
Tą samą farbą namalowano nas,
Tą samą linią naszkicowano.
Czy to dlatego wzbudzasz uczucia niejednoznaczne?
Jesteś w stanie kochać, czy nienawidzić mnie?

Nie chcę przeważać szali,
Przechodzić od skrajności do skrajności.
Czy to dlatego szukam podobieństwa?
Ten sam, lecz obawa o przewagę.
Największym upadkiem - pozostanie za tobą w tyle.
Wiesz o czymś, co wciąż dla mnie obce.
A może znam, wystarczy tylko odczytać?
Zmienić ton, nauczyć się tego języka?

Co jeśli wyjdzie ze mnie słabość?
Jeśli jednym słowem zdradzę uległość, zatracę stabilność?
Czy powinnam obawiać się, skoro wzbudzasz uczucia niejednoznaczne?
Jestem w stanie kochać, czy nienawidzić?

Lustro.
Krzywe zwierciadło.
Niestłuczone, pozostawię jednak w kącie.

wtorek, 2 czerwca 2015

343. Walka o byt

Nieustanna walka.
O własną tożsamość,
O sam byt, poczucie istnienia.
Walka o trzeźwość umysłu,
O świadomość bycia tu i teraz.

Czy ktoś chce odebrać, pozbawić mnie wnętrza?
Przecież nic poza tym, na zewnątrz niemalże nie mam uosobienia.
Po co więc, czemu obawiam się o utratę jedynej wartości?
Tylko to sprawia, że jestem,
Że nie wymienisz mnie na nowy egzemplarz.
Nie znajdziesz mnie gdzie indziej, mogę być tylko tutaj.
Nie powtórzy się dzień mojego przyjścia na świat.
Tylko raz - jak odejdę, nigdy więcej nie powrócę.

Lecz czy zatęskni ktoś?
Może niepotrzebnie trwam, w poczuciu, że jednak mnie zatrzyma?
Cisza pozostanie ciszą.
Zagłuszą się nawzajem, nie dopuszczając odrobiny świadomości.
Śmierć pozostanie śmiercią.
Nie wiążą nadziei z dalszym istnieniem.

Choćby świat dobiegł swego końca,
A przecież ciemność równie nie może być wieczna,
Choćby i tak - przy życiu zostanie ułamek bytu.

Nieustanna walka.
O własną tożsamość,
O sam byt, poczucie istnienia.
Walka o trzeźwość umysłu,
O świadomość bycia tu i teraz.

342. Jakaś brzydsza, jakaś gorsza

Jakaś brzydsza, jakaś gorsza.
Może po prostu nie mieszczę się w schematach?
Pierwszy pozostaje pierwszy,
A ostatnia ostatnią.
Jak w wyścigu, w tyle pozostaję, zdeptana.
Nawet nie wiem, co jest u celu.

Jakaś dziwna, jakaś oschła.
Dlaczego mam udawać, że rozumiem was?
Zwycięzca pozostanie zwycięzcą,
A poległa poległą.
Jak w bitwie, leżę pod połamaną tarczą.
Nawet nie wiem, o co walczyłam.

Zbyt słodka, zbyt gorzka.
Lecz kto im dał prawo, by oceniać?
Rodzimy się i umieramy,
Umieramy, by narodzić się na nowo.
Każde życie, nie ma miejsc ani podium.
Nikt nie wie, po co.

Nie ma miejsc ani podium.
A jednak, jakaś jestem brzydsza.
Jakaś jestem gorsza.

341. Zły duch

Zdrowy płacz.
Resztkami sił przymuszam się, by pozostać.
Proszę, nie namawiaj mnie do rozmów.
Dziś chcę pozostać sama.
Na wieczność chcę.

Nie potrafię udawać,
Nie każ mi więc oszukiwać.
Żyje w nich zły duch.
On daje im siłę do działania,
By nie prosili więcej,
By doprowadzić mnie do dna.
On chce odebrać mi płuca, bym już więcej nie mogła wziąć oddechu.
Tak łatwo mu zaufać.

A oni tylko patrzą, bez odwracania się w przeszłość.
Przecież to obojętność zgubiła nasz świat.
A może już nie należę do niego?
Trzymam w ręku bilet powrotny.
Do domu bilet.

Lecz gdzie dom?
Czy płonie jak resztki uczucia, które miało być na wieczność?
Jak słowo rzucone na wiatr - tak wygląda dzisiaj miłość.
Żar chyba zbyt wielki, skoro zamienił nas w popiół.
To nie bajka, nikt nie postawi nam kropki na końcu zdania.
Nieprzerwana powieść.
Tylko wiara pozwala się uwolnić.

A oni tylko patrzą,
Bo żyje w nich zły duch.
Resztki tylko zwrócone ku właściwemu.
Resztki jeszcze proszą,
A ja wciąż mam płuca do oddychania.
Nie przestaną prowadzić mnie do dna.
Przewrotnie - ktoś ukradł mi bilet powrotny.
A może jestem w domu?

Nieprzerwana powieść.
Tylko wiara pozwala się uwolnić.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

340. Nie zagłuszać, nie przekrzykiwać

Masz czasem poczucie zagubienia?
Ja też nie rozumiem.
Wiodący głos zagłusza obawa,
Czy zaufać?
Próbuje przekrzyczeć przykre myśli.

Weź oddech,
Wypuść z siebie resztki starego powietrza.
Powiew wiatru zmiecie z nas kurz,
Poczujemy się nieco młodziej.
W końcu to nasz dzień - nazwać tak mogę każdy z nich.
Bo kto zabroni napawać się, czerpać?
Jakbym ostatni raz dostała szansę.

A ta ucieka, zmusza mnie do biegu.
Byle nie ulec chwilom pozornym, w których tak naprawdę nigdy nie istniałam.
Puste karty w życiorysie, przerywniki bez znaczenia.
Ile razy się to zdarza?
Byle zapisać jak najwięcej.

Jak radzę sobie dziś?
Nie było łatwo uciszyć rozsądku.
Wiodący głos nie przekrzykuje już przykrych myśli,
On współgra, śpiewa w ich rytm,
By łzę przemienić w uśmiech.

Masz czasem poczucie zagubienia?
Ja też go nie znam.