piątek, 10 lutego 2017

725. O bezdomnym

Skowyt psiej bezdomności o piątej nad ranem,
cztery odciski na wycieraczce bez kropli łzy.
Nie uronił słabości zerwany ze smyczy
na własne życzenie
lub zwiedziony intuicją.

Marzy o wakacjach i dłoni trzydzieści sześć koma sześć,
choć na co dzień oddychał hierarchią,
oblizując suchy pysk w oczekiwaniu na dzienną dawkę uczuć
czasem nachodziła go paskudna świadomość,
że za progiem deszcz łaskocze, jak by tego chciał,
doświadcza go namacalnie, jak niegdyś płacz matki;
to ten jedyny przypadek, gdy tęskni się za smutkiem.

Wie, że poddasze pozbawione jest już ścian,
nijak więc wrócić do pierwotnej wersji siebie.
Najlepiej byłoby do tej z pozycji kołyski,
gdy nie stawiało się pytań 
o pozycję w ludzkim ekosystemie. 

wtorek, 7 lutego 2017

724. Odpływ

Regularnie podnosi się i opada
poziom serotoniny w nadajniku myśli.
Pływów nie oblicza się miarą rozsądku.

Lubią zmieniać warunki,
podstępem igrają na strunach nerwowych,
by zabrzmieć wstrząsająco
w niespełna uśpionych uszach świadomości.

Suche dno nie grozi zatonięciem,  
muł zaś nijakim jest fundamentem,
zmuszającym do trwania w wiecznym rozkroku
lub balansowania na linii granicznej.

723. Przypływ

Nie daje dojść do głosu głucha codzienność,
każe milczeć i poddać się grawitacji,
twarzą do ziemi
wąchać schowany pod nią
rozkład na części pierwsze.

Zaczynam od myśli,
one poddają się najłatwiej.
Te najlepsze uciekają przez dziury w sumieniu,
obnażając oswojony już grzech.

To nie zło, lecz pierwszy objaw niesubordynacji
zerwanych ze smyczy nerwów.
Pragną, by bezradność przerwała ciszę,
zagłuszając pretensje moralności.

niedziela, 5 lutego 2017

722. Światło

Wyciągnij z kieszeni pięciu sług
na potrzeby bezrękiego uczyń z nich narzędzie
do lepienia na nowo ludzików z gliny.

To łatwy proces przywracania kształtu,
gdzie w szarpaninach wytargano dziury
obnażające pod klatką piersiową
organ dowodzący. Słowa są dobrym wstępem,
ich miękkość niweczy bezsenność,
śpiewająco kołyszą się w uszach odbiorcy,
by na powrót wypłynąć przez usta
w kolejnego zubożałego.

Noc nie musi go niepokoić,
przed światłem umyka poza ciało,
tak więc nie gaś się od zmierzchu do świtania.

piątek, 3 lutego 2017

721. Niewola

Wyhodował martwego człowieka
w ciele wciąż ciepłym,
sztucznie podtrzymywana wola niewola.

Kwitnie pierwsza starość
wspomniana zaledwie wczesną wiosną
jako nadzieja, na którą zawsze było za późno.

Umarł już przy poczęciu,
dążył do kapitulacji, by odgrodzić się ścianami milczenia.
Cegiełka po cegiełce dokładał każdy,
kto pod skórą znalazł kruchy fundament.
Dzieło lat przeszłych nijak nazwać pomnikiem pamięci.

Nie zaczerpnął oddechu,
a żyje ponad normę.
Wieczność jest karą dla niezdecydowanych.